Kino

Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha

Dokumentalne, Biograficzne

Niezwykły dokument o Marii Callas - sopranistce wszech czasów, fascynującej kobiecie pełnej sprzeczności, spełnionej na scenie, ale szukającej wielkiego uczucia. Gościem spotkania będzie Iwona Socha, tarnowianka, jedna z najlepszych polskich sopranistek.

2D / NAPISY

Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha

24 kwietnia 2018 r.

godz. 19:00 - seans "Maria Callas" - sala kameralna

ok. godz. 20:40 - spotkanie z Iwoną Sochą - antresola 

Iwona Socha, tarnowianka, jedna  z najlepszych polskich sopranistek, współpracująca z najwybitniejszymi muzykami i inscenizatorami operowymi, w cyklu „Goście Łukasza Maciejewskiego” opowie o swojej artystycznej drodze, sukcesach i planach, oraz o licznych związkach artystki z Tarnowem.

Pretekstem spotkanie będzie niezwykły dokument o Marii Callas - sopranistce wszech czasów.

Cena biletu: 15 zł
 


O filmie:

Dokument „Maria Callas” w reżyserii Toma Volfa zawiera nieznaną historię Marii Callas – najsłynniejszej diwy operowej wszech czasów, fascynującej kobiety pełnej sprzeczności, spełnionej na scenie, ale szukającej wielkiego uczucia i uwięzionej w burzliwym trójkącie miłosnym.

Wrażliwa i bezwzględna, ambitna i pełna kompleksów, wykorzystująca innych i wykorzystywana. Niewierna żona, porzucona kochanka. Uwięziona w burzliwym trójkącie miłosnym, kochająca jednego z najbogatszych mężczyzn na świecie, Aristotelisa Onasisa, z którym łączyło ją wielkie, namiętne uczucie, ale który wybierał między nią a piękną wdową po amerykańskim prezydencie, Jackie Kennedy.

Tajemnice, skandale i plotki, który wpłynęły na życie wielkiej artystki. Jaka była tak naprawdę Maria Callas, o której do dziś krążą legendy? Fascynująca, pełna emocji historia, która powstała z niepublikowanych dotąd materiałów, prywatnych filmów, kręconych dyskretnie ujęć i z najszczerszych, intymnych wyznań.

scenariusz i reżyseria: Tom Volf

czas: 1 godz.53 min.
kraj produkcji:
Francja
rok produkcji:
2017

gatunek: dokumentalny, biograficzny
premiera: 2 marca 2018 (Polska) 2 marca 2018 (świat)

Obsada w polskiej wersji językowej: Krystyna Janda

Film od 16 lat



IWONA SOCHA (sopran)

Swoją edukację muzyczną rozpoczęła w Państwowej Szkole Muzycznej w Gliwicach. Jest absolwentką Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, w klasie śpiewu solowego prof. Jana Ballarina (dyplom z wyróżnieniem). W 2002 roku ukończyła studia na Wydziale Radiowo-Telewizyjnym Uniwersytetu Śląskiego im. Krzysztofa Kieślowskiego w Katowicach. Jest finalistką i laureatką krajowych oraz międzynarodowych konkursów wokalnych.

 W trakcie swojej dotychczasowej działalności artystycznej współpracowała z wieloma mistrzami batuty: Mirosławem Jackiem Błaszczykiem, Łukaszem Borowiczem, Massimiliano Caldim, Gabrielem Chmurą, Sławomirem Chrzanowskim, Krzesimirem Dębskim, Maciejem Figasem, Jari Hämäläinenem, Jackiem Kaspszykiem, Kazimierzem Kordem, Jerzym Koskiem, Tadeuszem Kozłowskim,  Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim, Vladimirem Ponkinem, Pawłem Przytockim, Jerzym Salwarowskim, Rubenem Silvą, Andrzejem Straszyńskim, Piotrem Sułkowskim, Tomaszem Tokarczykiem, Józefem Wiłkomirskim, Tadeuszem Wojciechowskim, Jewgienijem Volynskim, Marekiem Toporowskim oraz wybitnymi reżyserami, m.in.: Laco Adamikiem, Henrykiem Baranowskim, Marią Meszaros, Mariuszem Trelińskim, Waldemarem Zawodzińskim, Michałem Znanieckim, Giorgio Madia, Włodzimierzem Nurkowskim i Tomaszem Koniną.

W maju 2005 roku, będąc studentką roku dyplomowego, zadebiutowała na scenie Opery Śląskiej, śpiewając partię Małgorzaty w „Fauście” Charlesa Gounoda (spektakl z jubileuszowej listy obchodów 60-lecia Opery Śląskiej, z gościnnym udziałem Maestro Bogdana Paprockiego).

W swoim repertuarze posiada liczne pieśni, arie oratoryjne i operowe oraz partie sceniczne. Koncertuje w kraju i za granicą (Austria, Belgia, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Litwa, Słowacja) Dokonała także nagrań dla Polskiego Radia oraz Telewizji Polskiej.

Uczestniczyła w wielu Mistrzowskich Kursach Wokalnych, m.in.: Izabeli Kłosińskiej, Ingrid Kremling, Adama Kruszewskiego, Petera Mury, Jadwigi Romańskiej, Jolanty Żmurko oraz Teresy Żylis-Gary. Regularnie występuje z większością krajowych orkiestr filharmonicznych i kameralnych

Współpracuje z wiodącymi ośrodkami operowymi i operetkowymi w kraju: Teatrem Wielkim - Operą Narodową w Warszawie, Operą Wrocławską, Teatrem Wielkim w Łodzi, Operą Śląską w Bytomiu, a także Mazowieckim Teatrem Muzycznym „Operetka” w Warszawie.

Brała udział w licznych festiwalach muzycznych, m.in.: w VII Międzynarodowym Festiwalu „Operete Kauno Pilyje” (Litwa), Festiwalu Operowym w Bydgoszczy, Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Organowej w Gliwicach, Festiwalu „Viva il canto” w Cieszynie, Festiwalu „Bravo Maestro” w Kąśnej-Dolnej, 52 Festiwalu Muzycznym w Łańcucie, 18 Międzynarodowym Festiwalu Muzycznym im. K. Jamroz w Busku-Zdroju, X Jubileuszowym Festiwalu Muzyki Znanej i Nieznanej w Sosnowcu oraz Europejskim Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju i 17 Letnim Festiwalu Opery Krakowskiej ( Zamek Królewski na Wawelu).

Laureatka Teatralnej Nagrody Muzycznej im.Jana Kiepury w kategorii Najlepsza śpiewaczka Operowa 2013.



LA DIVINA -
MARIA CALLAS (Łukasz Maciejewski dla Onet.pl)

„Byłam kochana tylko wtedy kiedy śpiewałam” - mówiła. Dokument Toma Volfa o Callas pokazuje śpiewaczkę inaczej niż większość filmów telewizyjnych i portretów Marii Callas z parsy kobiecej. Skandale i niedyskrecje wpisane w jej życie, stanowią tutaj tylko tło. Callas jest w filmie największą śpiewaczkę wszech czasów. Jest królową. Zasłużyła na koronę.

W „Marii Callas” widać pracę i pasję twórców. Zamiast tak zwanych „gadających głów” opowiadających raczej o sobie niż o Callas, liczy się sedno. Dziesięć tysięcy przejrzanych zdjęć, czterysta listów, pięćdziesiąt godzin archiwalnych materiałów filmowych. Efekt? Odkrywczy portret postaci, o której, jak się wydawało, powiedziano i napisano już wszystko.

Przede wszystkim oglądamy Callas która śpiewa. To wbrew pozorom rzadkość. Wszystkie dotychczasowe znane mi dokumenty o divie były wspomagane kilkunastosekundowymi raptem wkopiowaniami z jej najsłynniejszych występów, przypuszczalnie ze strachu, że widz szybko się znudzi, nie wytrzyma całej arii. Tutaj jest inaczej. Callas śpiewa naprawdę. W takim stylu i z taką klasą, że słuchając jej, miałem ciarki na plecach. „Traviata” pod kierunkiem Herberta von Karajana w Operze Wiedeńskiej, Amina z opery „Lunatyczna” Belliniego, Lady Makbet z „Makbeta” Verdiego, Cavardossi z „Toski” Pucciniego. „Każdy reżyser, który wystawia szekspirowskiego „Makbeta” powinien, zanim rozpocznie próby, posłuchać tej interpretacji. Jeśli coś jest doskonałością w sztuce, to jej wykonanie arii z listem z 1956 roku” - mówiła Krystyna Janda, dwukrotna odtwórczyni partii Marii Callas w sztuce Terrence'a McNally'ego, pełniąca w filmie rolę narratorki (w wersji oryginalnej listy Callas czytała Fanny Ardant, Maria z filmu „Callas Forever” Franco Zefirellego).

***

Za życia stała się ikoną. Miała wtedy status porównywalny z dzisiejszymi największymi gwiazdami pop, sportu i Hollywood. Wszyscy ją znali, wszyscy oceniali, również a może przede wszystkim ci, którzy nigdy nie byli w operze. Sława Callas przetrwała do dzisiaj. Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów o śpiewaków operowych, przypuszczalnie byliby w stanie wymienić zaledwie jedno, albo dwa nazwiska. Na pewno Callas, może jeszcze Pavarottiego, ktoś jeszcze?

Callas przetrwała, ponieważ była wielka. Życie śpiewaczki, znaczone skandalami, nieszczęśliwą miłością, uwielbieniem tłumów, niekonwencjonalnymi decyzjami, to zbyt mało na pomnik. Najważniejszy był głos i talent, wyczucie sceny i katorżnicza praca. Płyty z ariami Callas wciąż sprzedają się w milionach egzemplarzy. Są operowym wzorcem z Sèvres.

Myślimy jednak o Callas stereotypami. I tak pewnie musi być. Ikony wymuszają niejako stereotypizację ich biografii, wpisanie w określony klucz interpretacyjny. Nie może być banalnie, powinno być dramatycznie i melodramatycznie. O sztuce jak najmniej, jak najwięcej o życiu. Callas niejako wbrew samej sobie idealnie wpisywała się w to medialne zamówienie. Nikt nie polemizuje z faktami. Tak, była największą śpiewaczką swoich czasów, a może i wszech czasów, ale także przez całe życie, wzbudzała wielkie emocje, polemiki, fascynacje.

Była prekursorką i innowatorką w swojej dyscyplinie. Najpierw głos, legendarny sopran d'agilita, dalej perfekcja interpretacji wokalnej i literackiej libretta, bezsprzeczny talent aktorski, energia i witalność rozsadzająca ten  talent, w końcu tak zwany wyraz sceniczny, którego nie da się zapomnieć. Charyzmę aktorską Callas szybko docenili wielcy filmowcy. Ale Callas była nieugięta - odrzucała kolejne propozycje od Viscontiego, Dreyera, Loseya. Zagrała dopiero tytułową „Medeę” w transkrypcji dramatu Eurypidesa w eksperymentalnym filmie Pier Paola Pasoliniego z 1969 roku. Jej rola była niemal niema, ale Callas była wielka, jak zawsze.

Do nieskazitelnych interpretacji operowych wprowadziła dynamizm, emocje, dramaturgię. Śpiewała emocjami, łzami, złością, przerażeniem. To co dzisiaj jest normą (dzięki Callas?), wówczas robiło wielkie wrażenie. Zachwyty i gwizdy, naręcza kwiatów i jadowity ostracyzm części branży i krytyki. Callas nie zmieniała się jednak. Jej siła wynikała z przekonania, że o ile w życiu myliła się nieustannie, na scenie zawsze doskonale wiedziała, do jakiego celu zmierza. Dokument Volfa bazujący na wielu unikalnych wywiadach z artystką – przede wszystkim na poruszającej, porażająco szczerej rozmowie z Davidem Frostem, rozwiewa wiele mitów na temat kaprysów gwiazdy, jej gwałtownego charakteru, ekstrawaganckich decyzji. Schodziła ze sceny – nawet w trakcie przedstawienia – tylko wtedy, kiedy czuła że głos nie jest należycie perfekcyjny, nie mogłaby dać publiczności maksimum swojego talentu. A 90 procent to dla niej było za mało. Albo wszystko, albo nic.

***

W wystawianej w Och Teatrze sztuce „Maria Claas. Master Class”, Callas-Janda powtarza: "Ja wiem, że świat się nie zawali, jeśli od jutra nie będzie przedstawień "Traviaty". Ale wierzę, że wybierając sztukę, przyczyniamy się do tego, żeby ten świat stawał się piękniejszy i lepszy. Że zostawiamy go mądrzejszym i bogatszym".

Pierwsze zdjęcia, materiały filmowe w „Callas” pokazują typowe brzydkie kaczątko. Pucułowatą dziewczynkę z błyskiem w oku. Ów błysk okaże się najważniejszy. Po kilku latach zaledwie, Callas zamieni się w fascynującą kobietę, nie przypominającą żadnego utrwalonego kanonu piękności. Zawsze elegancką, z własnym stylem, o charakterystycznych rysach, ruchach, tembrze głosu. Z filmu Volfa, dla którego inspiracją była zapewne świetna biografia artystki napisana przez Steliosa Galatopulosa, wyłania się postać, której zachowaniem rządzą skrajności. Potrafiła być choleryczna i melancholijna. Ambicje, pracowitość i perfekcjonizm zbudowały jej markę śpiewaczki wszech czasów, ale nie pomagały w życiu. W dokumencie Callas powtarza wiele razy: „jestem taka sobie zwyczajną dziewczyną”, albo „chcę być typowa, normalna, domowa”. Mówi o przepisach kulinarnych, zmaganiu się z depresją, ucieczce od zgiełku, popularności, błysku fleszy.

Tak jakby funkcjonowały dwie Marie. Jedna boska - „La Divina”, świadoma każdego ruchu na największych operowych scenach, i ta druga nieszczęśliwie zakochana w największej miłości życia, armatorze multimilionerze Aristotolesie Onassisie, mawiającym, że chciałby mieć wszystko jednocześnie: „powietrze, morze, kobiety i Monte Carlo”. Ona kochała go mocniej niż „powietrze, morze i Monte Carlo”. Powtarzała, że Onassis, wówczas najbogatszy człowiek świata, był pierwszym mężczyzną który zobaczył w niej kobietę, nie tylko maszynkę do zarabiania pieniędzy.

Callas nienawidziła paparazzich i okrutnych, niedyskretnych dziennikarzy śledzących każdy jej krok, cierpiała z powodu braku spełnienia macierzyńskiego (jedyny syn, Omero, umarł dwie godziny po urodzeniu), marzyła o tym, żeby być dobrą śpiewaczką, a zaraz potem dobrą żoną, kochanką, kobietą. Te dwie Maria nie wchodziły ze sobą w konflikt. Można by powiedzieć sentencjonalnie: takie właśnie jest życie. A Callas była kwintesencją tego życia w stopniu więcej niż jaskrawym.

***

Dotknęła za życia największych sukcesów i splendorów. Cecilia Sophia Anna Maria Kalogeropoulou, bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko Callas, śpiewała na scenach mediolańskiej La Scali, londyńskiej Covent Garden, nowojorskiej Metropolitan Opera, pracowała w operze z Viscontim, Zefirellim, von Karajanem. Ale w życiu pozascenicznym bywała także choleryczką, zadziorną i prostolinijną Greczynką Kalogeropoulou, która powtarzała swoim studentom: „Oszczędzajcie pieniądze, przydadzą się wam, kiedy stracicie głos, wtedy śpiewak jest do wyrzucenia”. Mówiła również: „Śpiewak operowy oddaje ludziom wszystko co posiada – w tym zawodzie liczy się tylko ostateczność. Nie można śpiewać na pół gwizdka, oznaczałoby to połowę siebie. Liczy się całość”.

Dla tej królowej perfekcji, ostatnie lata życia, już bez Onasisa, z głosem który coraz częściej odmawiał posłuszeństwa, z narastającą melancholią, w sensie ludzkim były najtrudniejsze. Jednocześnie straciła miłość i pasję, dwie sfery które warunkowały jej istnienie, decydowały o wyjątkowości. Została tylko bezradność – desperacja giganta.

„Na szczycie jest się samotnym, zawsze” - pisała o Callas Krystyna Janda.

Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha
Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha
Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha
Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha
Goście Łukasza Maciejewskiego - Iwona Socha

Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.